Dzień 18 – Sancti Spiritus -> Camaguey -> Santiago de Cuba

Dziś mamy długą trasę przed sobą: ponad 500 km co na tutejsze warunki jest niemałym wyzwaniem. I nie ma wybacz! Musimy dojechać do Santiago de Cuba gdzie zaczął się zlot!

Zatem śniadanie jemy niemalże o świcie:Odbieramy motocykl z garażuI ruszamy w drogę

Kilka kilometrów za miastem mieliśmy przymusowy postój na uzupełnienie „znikających” śrubek… temat nie był zaskoczeniem. Mieliśmy żelazny zapas na taki przypadek (do czasu wymiany poduszek pod silnikiem pewnie przyjdzie się zmagać z tym tematem jeszcze parokrotnie…).

Serwis „błysk ciupagi”.W miedzy czasie Elcia poleciała sprawdzić co też dzieje się w budce po drugiej stronie drogi – otóż można było skosztować świeżo wyciskanego soku z trzciny cukrowej. Jest bardzo dobry! Mimo że dość słodki ekspresowo odbudowuje energetycznie organizm.OLYMPUS DIGITAL CAMERAZawód Cowboy jest na Kubie ciągle popularna 😉Przystanek przesiadkowy i tu ciekawostka! Profesja z którą zetknęliśmy się pierwszy raz w życiu: facet w żółtym uniformie to urzędnik który łapie „stopa”… tak, tak! Zatrzymuje samochody które mają wolne miejsca i wsadza kierującemu pasażerów do podwózki! Oczywiście od autostopowiczów pobierana jest opłata za kurs która wpływa do skarbu państwa, rzecz jasna… Nie wiemy wprawdzie jakie są kary za nie zatrzymanie się na wezwanie Żółtego ale niejednokrotnie widzieliśmy samochody skręcające nerwowo w przecznicę poprzedzającą taki przystanek 😉OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzydrożna sprzedaż sera 😉Zagajnik palmowy:Z cyklu: przystanki autobusowePrzystanki autobusowe c.d:Szachy:OLYMPUS DIGITAL CAMERAPrzedmieścia Camaguey:Pozdrawiamy lokalnych harcerzy (chyba)!! ależ fajna roześmiana ekipa – zresztą jak w większości tutaj spotykanych osób 🙂Kubanka w mundurku urzędowym – jesteśmy przekonani że nie ma tutaj normy na minimalną długość spódniczki 😉 … a i wszechobecny wśród kobiet szał na wzorzyste rajstopy!Nasz dwudziestoletni Harley dosłownie wszędzie gdzie się zatrzymaliśmy cieszył się dużym zainteresowaniem Obrazek trochę jak ze śląskiej karykatury 😉 prawda? Tuż przy głównej ulicy – naprawa hamulców…„…tak samo proszę „W okolicy Guáimaro, na stacji benzynowej, spotykamy chłopaka z LAMA Cuba który już wracał ze zlotu. Pogadaliśmy trochę i po chwili na tą samą stację zajechali kolejni bikersi z LAMA.

Alejandro z LAMA Cuba i Xavier z LAMA Equador jechali w naszym kierunku – tak wiec ruszyliśmy razem do Santiago de Cuba.OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERANa miejsce dotarliśmy po zmroku, ostatnie kilometry tego dnia były prawdziwą udręką i walką o przeżycie, jazda w całkowitej ciemności nie jest żadną przyjemnością… Poza miastem było tak kompletnie ciemno ze nawet dodatkowe light bary nie załatwiały sprawy…

Powoli ale szczęśliwie bez niespodzianek dotarliśmy na Plac Rewolucji  który był miejscem spotkania uczestników zlotu.

Po przywitaniu z władzami Klubu zostaliśmy zaproszeni na imprezę zlotową. W krótkiej paradzie przejechaliśmy do wynajętej restauracji gdzie we  wspaniałym towarzystwie ekipy LAMA spędziliśmy cudowny wieczór!

18

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s