HISZPANIA / PORTUGALIA 2014

MOŻESZ OBEJRZEĆ RELACJĘ FOTOGRAFICZNĄ Z KAŻDEGO DNIA PODRÓŻY:

podsumowanie podróży

Podróż na Półwysep Iberyjski była naszą pierwszą wspólną dłuższą wyprawą, której realizację planowaliśmy od końca 2013. Początkiem grudnia 2013 przypłynął z USA nasz nowy motocykl Harley-Davidson Ultra Limited 2014. Świetna maszyna, która idealnie sprawdziła się nie tylko w tej czterotygodniowej trasie, ale także w trakcie całego okresu użytkowania, czyli do lutego 2017 roku łącznym dystansie około 44 000 km.

Plan tej wyprawy rozpisaliśmy na niespełna miesięczną podróż, w której przejechaliśmy 10 000 km Harmonogram  dostosowany był tak, aby udało się nam wziąć udział w dwóch zlotach motocyklowych: Barcelona Harley Days oraz w 33 edycji kultowego Faro Motorcycle Rally.

Podróży wiodła przez:

  • Czechy,
  • Austrię,
  • Lichtenstein,
  • Szwajcarię,
  • Włochy,
  • Francję,
  • Monako,
  • Hiszpanię,
  • Giblartar,
  • Portugalię,
  • Andorę,
  • Niemcy.

Poza zaplanowanymi imprezami motocyklowymi chcieliśmy odwiedzić nowe Państwa w których dotąd razem nie byliśmy, a w nich miejsca, które wcześniej zaznaczyliśmy na naszej liście: must see!

Stary kontynent ma za sobą kawał historii – w tej podróży to głownie miasta i centra kulturowe południowo-zachodniej  znalazły się na górze listy: do obejrzenia.

I tak przez maleńki Lichtenstein ze stolicą Vaduz, szwajcarskie Lugano, omijając Mediolan i Genuę dotarliśmy na Lazurowe Wybrzeże.

Ponieważ na kemping przyjechaliśmy za późno, pierwszą noc przespaliśmy na dziko w małym parku, praktycznie nad samym morzem. Nocleg był trochę stresujący, bo rozłożyliśmy karimaty koło ławki, zastawiliśmy się motocyklem, ale cały czas nie byliśmy pewni czy takie biwakowanie jest legalne. Ale wschód słońca oraz kawa i croissant zrekompensowały nam to niewyspanie.

W okolicach Nicei, Cannes i Monako spędziliśmy kilka dni poznając nieco bliżej ten region.

Dalej francuskim wybrzeżem w kierunku Hiszpanii, w której po przekroczeniu granicy obowiązkowym było odwiedzenie muzeum Salvadora Dali w Figures.

Z Empuriabrava „bocznymi” przejechaliśmy do Barcelony w której również, w związku ze zlotem motocyklowym, spędziliśmy kilka dni.

Kolejno Valncia, Almeria, Grenada, Malaga – wiec nadal wybrzeżem do Gibraltaru.

Przez Kadyks do cudownej Sevilli, a stamtąd do Lizbony.

Po kilku dniach w przepięknej stolicy Portugalii ruszyliśmy do Faro położonego w południowej prowincji Algavre. To miejsce ma swój niewątpliwy klimat – nie tylko związany  z funkcjonującym tu powszechnie znanym klubem motocyklowym, ale przede wszystkim ze względu na swoją lokalizację, klimat, kulturę (również kulinarną) i ludzi. Jeśli szukać alternatywnego miejsca do życia w Europie to zdecydowanie region Algavre byłby by naszym faworytem. Sam zlot – bez wątpienia nasz numer 1, jeśli rozpatrywać spośród imprez motocyklowych, w których braliśmy udział na starym kontynencie. Świetnie zorganizowany, (na terenach miejskich, tuż obok lotniska), klimatyczny z doskonałą muzyką i świetną atmosferą. Polecamy!

Od Faro w zasadzie zaczął się powrót: przez Cordobę, Madryt, Saragossę i Andorę w kierunku Lyon’u z odwiedzinami u naszych znajomych we francuskim Grenoble. Kolejny przystanek w bawarskim Landshut w odwiedzinach u rodzinki i powrót do domu przez Czechy.

Cztery tygodnie cudownej podróży przeleciały nam jak z bicza strzelił. W sumie, nic dziwnego, bo plan mieliśmy naszpikowany atrakcjami, a w takich przypadkach czas szybko leci.

Motocykl – sprawdził się idealnie! To maszyna stworzona do tego typu wypraw. Komfortowo, wygodnie, stylowo i co najważniejsze bezawaryjnie podróżowaliśmy rozkoszując się pięknem otaczającego nas świata. W całej trasie Electra spaliła 516 litrów paliwa co daje średnio 5,5 litra na 100 km